To jest ten typ dania, który najpierw czujesz, a dopiero potem jesz. Najpierw cebula, czosnek i imbir na patelni — moment, kiedy kuchnia zaczyna pachnieć „na serio”. Potem pasta curry, która wchodzi i od razu podkręca wszystko o kilka poziomów. A kiedy dochodzi mleczko kokosowe, nagle robi się gęsto, kremowo i bardzo konkretnie.



