Szakszuka to jedno z tych dań, które nigdy nie wiedzą, kiedy się jada. Rano? Wieczorem? W weekend, kiedy nie chce się decydować, czy to brunch, czy obiad? Wszędzie po trochu - i właśnie dlatego tak dobrze działa. Bulgocący sos pomidorowy, podsmażona papryka, lekko piekąca chili i FUDO, które tutaj nie udaje mięsa - udaje jajko. I to zaskakująco przekonująco.
To danie, w którym dwie patelnie pracują równolegle, a wszystko spotyka się dopiero w finale. I bochenek dobrego chleba obok, bez którego ta cała historia po prostu nie miałaby sensu.
Pomidorowa baza, która musi mieć czas
Sekret szakszuki tkwi w tym, czego nie widać w przepisie - w cierpliwości. Cebula i papryka potrzebują naprawdę się podsmażyć, nie tylko zmięknąć. Krawędzie muszą złapać kolor, słodycz musi się skoncentrować, a chili - oddać tę swoją ostrość bazie, zanim w ogóle dojdą pomidory.
Potem przyprawy. Kmin rzymski i kolendra prażone przez kilkanaście sekund w gorącym tłuszczu uwalniają zupełnie inny aromat niż wsypane bezpośrednio do mokrego sosu - ten orientalny, ciepły, lekko ziemisty profil, który odróżnia szakszukę od „pomidorów z papryką". Słodka papryka w proszku robi resztę, dorzucając głębi koloru i tej charakterystycznej, lekko dymnej nuty.
Pomidory z puszki zostawiam na patelni tak długo, aż sos przestanie być wodnisty i zacznie się trzymać łyżki. W zbyt rzadkim sosie wszystko się rozjeżdża; w odpowiednio zredukowanym - każdy składnik ma swoje miejsce.
FUDO, które gra jajko
To najciekawszy zabieg w tym przepisie. FUDO pokruszone i podsmażone osobno z kala namak i kurkumą zamienia się w coś, co smakuje i wygląda jak jajecznica. Kala namak - czarna sól himalajska - ma w sobie naturalny posmak siarki i to ona robi tu całą robotę. Bez niej dostaniesz po prostu podsmażone FUDO. Z nią - efekt jajeczny, którego trudno się spodziewać po roślinnym produkcie.
Kurkuma odpowiada za kolor. Ten ciepły, żółty odcień, który po wymieszaniu z pomidorową bazą wygląda dokładnie jak rozbite na patelni jajka. Razem te dwie szczypty robią różnicę między „wegańską wersją szakszuki" a daniem, które oszuka nawet kogoś, kto na co dzień je klasyczną wersję.
I tu drobny, ale ważny trik - łyżka śmietanki roślinnej dodana do FUDO podczas smażenia podbija ten jajeczny efekt o kolejny poziom. Robi konsystencję bardziej kremową, mniej „sypką", bliższą prawdziwej jajecznicy z patelni.
Pieczywo, bez którego ta szakszuka nie istnieje
Szakszuki nie je się widelcem. Je się ją chlebem. Ciepłym, najlepiej z chrupiącą skórką i miękkim środkiem, takim, w który można zanurzyć kawałek i wyciągnąć z patelni wszystko naraz - sos, kawałek papryki, trochę FUDO. To rytuał, który jest częścią tego dania na równi ze składnikami.
Najlepiej sprawdza się rustykalny chleb na zakwasie, ciabatta albo focaccia. Bagietka też zadziała, ale szybciej się rozmięka. Pita lub naan przesuwają to danie w stronę bliskowschodnią - i wcale nie jest to złe rozwiązanie, wręcz przeciwnie.
Przepis
Wegańska szakszuka z FUDO
Składniki (2 porcje):
½ cebuli
1 czerwona papryka
1 papryczka chili
1 puszka pomidorów (400 g)
½ łyżeczki papryki w proszku
¼ łyżeczki kminu rzymskiego
¼ łyżeczki mielonej kolendry
sól
pieprz
180 g FUDO pokruszone
1 łyżka oleju
szczypta kala namak
szczypta kurkumy
Do podania natka pietruszki pieczywo
Wykonanie Podsmaż cebulę, paprykę i chili. Dodaj przyprawy i pomidory, gotuj do zgęstnienia. FUDO podsmaż osobno z olejem, kala namak i kurkumą. Dodaj FUDO do gotowej bazy. Posyp natką, podawaj z pieczywem.
Detale, które zmieniają wszystko
Szakszuka wydaje się prosta - i jest. Ale parę rzeczy decyduje o tym, czy wychodzi „dobra" czy „taka, do której chce się wracać".
Pierwsza to chili. Z pestkami czy bez - to nie jest pytanie estetyczne, tylko praktyczne. Z pestkami szakszuka będzie naprawdę pikantna i to ona zdominuje całość. Bez pestek - chili wnosi raczej ciepło i charakter niż ostrość, a pozostałe smaki mają miejsce, żeby się przebić. Jeśli nie jesteś pewna, jak ostre są Twoje papryczki, dodaj połowę, spróbuj po kilku minutach gotowania i ewentualnie dorzuć resztę.
Druga - kolejność dodawania kala namak. Wsyp ją zawsze na końcu smażenia FUDO, najlepiej kiedy zdejmujesz patelnię z ognia. Wysokie temperatury osłabiają ten charakterystyczny siarkowy posmak, więc dodana za wcześnie traci większość mocy. Wsypana w finale - pozostawia ten wyraźny, niemal „świeżo rozbity jajko" efekt.
Trzecia rzecz to moment łączenia. FUDO dorzucone do sosu nie powinno się w nim gotować dłużej niż chwilę wystarczy delikatnie wymieszać i od razu zdjąć z ognia. Zbyt długo na patelni i tracisz ten kontrast między kremowym, „jajecznym" FUDO a gęstym pomidorowym sosem. A właśnie ten kontrast jest tutaj całą stawką.
I jeszcze jedno - szakszukę podawaj prosto z patelni, na której się gotowała. Nie tylko dlatego, że wygląda lepiej. Bo z zimnego talerza traci połowę uroku. Patelnia trzyma ciepło, sos dalej delikatnie bulgocze, a chleb można zanurzać przez kolejne piętnaście minut bez utraty temperatury.
Po więcej przepisów z wykorzystaniem FUDO zapraszamy do naszego darmowego e-booka. E-book tworzony przez Magdalena Santus-Mazanek.



